Licznik odwiedzin

Wizyty: [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
66
200
292

-92
W tym tygodniu:
W tamtym tygodniu:
Dwa tygodnie temu:
266
1640
1403

+237
W tym miesiącu:
W tamtym miesiącu:
Dwa miesiące temu:
1581
7739
8625

-886

Łącznie
odwiedziło nas: 127 996

Kto nas odwiedza ?

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 

Translator

English French German Hungarian Italian Russian

Statystyki serwisu

Użytkowników : 74
Artykułów : 437
Zakładki : 13

Zdaniem Proboszcza...

5 lutego 2012r.

Styczeń to miesiąc intensywnych spotkań z parafianami. Myślę tu nie tylko o kolędzie – zresztą bardzo miłej, lecz także o spotkaniach opłatkowych z rozmaitymi grupami parafian. Dawały one okazję do wspólnej modlitwy, kolędowania a także do poznania się i wymiany zdań na wiele tematów dotyczących życia społecznego, religijnego czy rodzinnego. Dla mnie była to okazja do poznania tego co jest ważne dla parafian a także sposobu patrzenia na wiele zjawisk społecznych. Każdy duszpasterz nie jest zawieszony w próżni lecz działa w pewnym środowisku o określonych potrzebach, kulturze i mentalności. Musi mieć świadomość tych aspektów, które są ważne w pracy formacyjnej. Duszpasterz to nie ten, który świadczy usługi religijne lecz ten, ma za zadanie nieść przekaz Bożej prawdy i skłaniania ludzi do pójścia za nią. Członkowie rozmaitych grup duszpasterskich, jak odczułem, są zatroskani o wspólnotę naszej parafii. Wyrażali wiele postulatów co do sposobu funkcjonowania, stawiali pytania na które chętnie odpowiadałem. Mając na uwadze pewne wnioski z Misji Świętych zaproponowałem wprowadzenie modlitwy zwanej Liturgią Godzin na wzór modlitwy odmawianej codziennie przez kapłanów a zwanej skrótowo brewiarzem. Propozycja spotkała się z zainteresowaniem i już wkrótce pojawi się w naszym kościele ten rodzaj modlitwy zwanej też brewiarzem świeckich. Otóż rano 20 minut przed mszą o godz. 8.00 będzie odmawiana „Jutrznia” a wieczorem 20 minut przed godz. 18.00 będą odmawiane „Nieszpory”. Początkowo modlitwę prowadzić będą kapłani do momentu wdrożenia się parafian i naturalnym wyłonieniu osób mogących przewodniczyć takiej modlitwie. Już dzisiaj zachęcam do zaznajamianie się z tą forma modlitwy Kościoła.  

Jak odkryć powołanie? Drukuj Email
Artukuły
Wpisany przez ks. Dominik Dryja   
niedziela, 01 listopada 2009 20:00



Jak rozpoznać prawdziwe powołanie, jak upewnić się że ta droga, ta jedyna, że to Boży plan, a nie tylko subiektywne odczucie?

 

 

  • Najważniejsze

Najpierw trzeba zwrócić uwagę na pewną fundamentalną prawdę. Otóż pierwszym powołaniem każdego chrześcijanina jest świętość. Pan Jezus powiedział kiedyś: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48). To do świętości na wzór Ojca mamy wszyscy dążyć. Osiągniemy ją, jeśli będziemy realizowali największe przykazanie: miłości Boga i bliźniego. Droga, na której ową świętość zrealizujemy, jest już mniej istotna. Nawet jeśli – po ludzku rzecz biorąc - się pomylimy, to nie musimy się tym zbytnio martwić. Kiedyś nie będziemy sądzeni z tego, jaką drogę żeśmy wybrali, ale czyśmy idąc tą drogą kochali... Carlo Caretto napisał: „Nie zaśmiecaj nieba pytaniami «Panie, jakie moje powołanie». Kochaj, a kochając odnajdziesz je”. Jeśli w wypełnianiu moich codziennych zadań staram się zawsze postępować tak, jak Chrystus postąpiłby na moim miejscu, to realizuję moje powołanie.

  • Rozpoznanie

Jak rozpoznać do czego konkretnie wzywa mnie Bóg? Powołanie rozpoznajemy jako umiłowanie takiej a nie innej drogi życia. Ktoś powołany do kapłaństwa chce sprawować Eucharystię, chce spowiadać. Powołany do życia zakonnego kocha modlitwę czy pracę, jaką konkretny zakon wykonuje. Powołanego do małżeństwa też musi ten rodzaj życia pociągać: musi chcieć wspólnego życia ze współmałżonkiem, wspólnej troski o dom i wychowanie dzieci... Podobnie jak lekarza musi pociągać leczenie ludzi, a nauczyciela przekazywanie wiedzy i dzielenie się swoim doświadczeniem...

  • Opór

Czy można uciec przed powołaniem W tej kwestii prawdę zna zapewne tylko Bóg. Ale ani Jeremiaszowi ani Jonaszowi się nie udało. Bóg jakoś przedziwnie potrafi znaleźć drogę do ludzkiego serca...

  • Czystość intencji

W wyborze drogi życiowej trzeba być szlachetnie bezinteresownym. Zawsze, ale zwłaszcza wtedy, gdy ktoś decyduje się na kapłaństwo czy życie zakonne. Nieporozumieniem jest myślenie o tych drogach w kategoriach zabezpieczenia swoich potrzeb materialnych. Pięknie o tych wyborach mówił sam Jezus:

„A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!. Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”. (Łk 9, 57-62)

  • I w innym miejscu...

„Wtedy Piotr rzekł do Niego (Jezusa): Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?
Jezus zaś rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”. (Mt 19, 28-30).

Pan Jezus od swoich Apostołów wymagał odważnej decyzji porzucenia wszystkich swoich spraw. Młody człowiek, chcący poświęcić swoje życie Jezusowi na wzór Apostołów, musi dokonać podobnego wyboru. Nie jest to niczyim obowiązkiem. Nie jest konieczne do zbawienia. Ale jeśli chce iść za Jezusem jak Apostołowie (a nie jak wielu innych Jego uczniów), to musi porzucić wszystko... Nie wolno więc pytać co Kościół może mi zaoferować za moją służbę, ale co ja mogę ofiarować Bogu i Kościołowi...

  • Bez pośpiechu

Trzeba pamiętać, że między decyzją o pójściu do seminarium czy zakonu a przyjęciem święceń czy złożeniem ślubów wieczystych w zakonie mija dobrych kilka lat. Ta decyzja to dopiero początek weryfikowania prawdziwości powołania. Nie trzeba się jej bać. O niczym się wtedy definitywnie nie rozstrzyga. Zanim dojdzie do ostatecznego wyboru wielu stwierdzi, że jednak nie jest to ich droga. Zostaną ci, których pragnienia w ciągu tych lat nie ulegną radykalnej zmianie...

  • Pewność powołania

Czy w kwestii powołania można mieć pewność stuprocentową? Tak. Na pewno do kapłaństwa powołany jest człowiek, który przyjął święcenia. Z całą pewnością o człowieku, który złożył wieczyste śluby można powiedzieć, że to jest jego droga. Tak jak można powiedzieć o tych, którzy zawarli związek małżeński: to nie jest pomyłka, byli sobie przeznaczeni. Jeśli ktoś przypieczętował swój wybór złożeniem ślubów, albo – co więcej – przypieczętował go sam Bóg udzielając sakramentu, to nie ma mowy o pomyłce. Warto o tym pamiętać... Nawet jeśli po ludzku rzecz biorąc czyjś wybór był błędem, Bóg przez sakrament tę pomyłkę niejako „zatwierdził”...

 

źródło: www.powolanie.wiara.pl

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 

POLECAMY




Diecezja Tarnowska Konferencja Episkopatu Polski Gość Niedzielny