Myśli na niedzielę

Bóg ofiaruje zbawienie wszystkim ludziom. I to czy zbawienie stanie się naszym udziałem, czy nie, zależy nie od tego do jakiej grupy społecznej przynależymy czy jakie posiadamy przywileje, lecz od dobrowolnej odpowiedzi każdego z nas.

Sprawiedliwość oddaje według zasług, dobroć zaś według potrzeb. Ostatnim – z dzisiejszej Ewangelii – można zarzucić, że woleli próżnować cały dzień, czekając aż pracodawca sam po nich przyjdzie, niż samemu szukać zajęcia. Tymczasem jednak właściciel bardziej zwraca uwagę na ich sytuację materialną niż na ich postawę.

Ważniejsza od przebaczenia jest niejednokrotnie prośba o wybaczenie. W przeciwnym razie wytwarza się poczucie fałszywej hojności, która ma stale coś do wybaczenia. Jezus zachęca nas do takiego przebaczenia, które rzeczywiście prowadzi do trwałego pojednania.

Upomnienie w cztery oczy jest nam znane, chociaż dzisiaj raczej uważamy, by nie wtrącać się w nie swoje sprawy. Czy dobrze czynimy? Istnieje również upomnienie Kościoła. To napomnienie nabiera już charakteru publicznego; Kościół otrzymał taką moc od samego Chrystusa. A ci, którzy nie chcą się poprawić – niech ci będzie jak poganin.

Czego możemy się spodziewać po samorealizacji na płaszczyźnie ludzkiej? Może tego, że staniemy się ludźmi wykształconymi, szanowanymi, zamożnymi, całkowicie niezależnymi, którzy może w dobrym zdrowiu dożywają starości. Ale cóż to na koniec daje? Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Musimy umrzeć i stanąć przed Bogiem, nawet ci, którzy nie wierzą.