|
29 stycznia 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 28 stycznia 2012 00:00 |
|
Wychowanie dziecka wydaje się być czymś drugorzędnym w pojmowaniu swoich obowiązków przez wielu młodych rodziców. Instytut Badań Edukacyjnych zapytał rodziców dziesięciolatków o ich wyobrażenie na temat dobrej szkoły. Posypały się wysokie procenty odpowiedzi jak najbardziej pożądanych: szkoła ma mieć dobrą kadrę, uczniowie dobre wyniki, bezpieczeństwo, dodatkowe zajęcia, wszechstronny rozwój zaś na końcu współpraca z rodzicami dziecka. Z tego można wyciągnąć następujący wniosek: rodzice wychowanie dziecka przerzucają na szkołę, sami nie chcą brać udziału w tym trudnym zadaniu. Jeden z profesorów Uniwersytetu Warszawskiego ostrzega jednak rodziców, że szkoła słabo sobie radzi z wychowaniem dzieci, zresztą jej rola w tej dziedzinie nigdy nie była zbyt duża. I to jest prawda, której wielu nie chce przyjąć. Wielu rodziców nie ma pojęcia o wychowywaniu dziecka gdyż małżeństwo kojarzy im się z życiem we dwoje bez dodatkowych obciążeń. Pojawiające się, często bardzo przypadkowo, dziecko postrzegają jako miłą zabawkę, którą po pewnym okresie trzeba oddać na wychowanie „powołanej do tego instytucji” jaka jest szkoła. Odprowadzają więc dziecko do szkoły i zamykając drzwi uważają, że należycie wypełnili swoje obowiązki. Być może, jest to zbyt skrajne widzenie problemu, ale mam coraz więcej obserwacji by być zaniepokojonym narastaniem tego zjawiska. Przyglądając się wielu parom narzeczonych, ich sposobowi przygotowania do roli małżonków i rodziców, traktowania siebie wzajemnie, widzę jak odchodzi się od modelu trwałej rodziny. Mnie ma być dobrze a dziecko jakoś sobie poradzi, przecież ma co jeść, gdzie mieszkać, chodzi do szkoły to czegóż więcej mu potrzeba – zdaje się mówić taki rodzic. Adresuję te przemyślenia do rodziców, którzy pogubili się na swojej życiowej drodze i „zgubili” swoje dzieci.
|
|
22 stycznia 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 21 stycznia 2012 00:00 |
|
Banalny problem muszę dzisiaj poruszyć. Otóż proszono mnie bym przypomniał o bardzo ważnym elemencie kultury osobistej jakim jest ustępowanie miejsca siedzącego osobie starszej, inwalidzie lub kobiecie. Pamiętam Polską Kronikę Filmową z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, pokazującą jakimi dżentelmenami są Polacy, z radością odstępujący miejsce osobie starszej lub kobiecie. Dzisiaj PKF odnotowałaby z pewnością taki obrazek: tramwaj, miejski autobus - kilkuletnie dziecko, rumiana panienka i pełni sił młodzieniec wygodnie siedzą no bo byli pierwsi a obok stoi staruszek kurczowo trzymając się niewygodnego uchwytu lub zmęczona pracą matka trzymająca za ręce dwójkę dzieci. Beztroska i radość siedzących wcale się nie kłóci z lękiem i zmęczeniem stojącym. Ot, przecież jest demokracja i wolność - słyszę z ust siedzących szczęśliwców. Drodzy to jest prosty brak kultury. Zostawmy wolność i demokrację bo one tego nie dotyczą. Zastanawiam się tylko, gdzie leży przyczyna takich zachowań? Ktoś podpowiedział mi, że to wszystko bierze się z zachwianej hierarchii wartości. Proszę zobaczyć jaką pozycję ma dziecko chociażby przy stole: zajmuje „zachciane” miejsce, pierwsze otrzymuje posiłek, grymasi i głośno wyraża niezadowolenie, rodzice skaczą wokół dziecka zapominając o babci, innych dorosłych, itd. Pomyślałem – masz rację przecież sam byłem wiele razy w takiej sytuacji – zaproszony jako gość musiałem przez długie minuty znosić wybryki dziecka, z którym rodzice nie dawali sobie rady a całe spotkanie wypełnione było tematem dziecka popisującego się swoją wolnością. Na szczęście spotykam, wiele pięknych przykładów właściwych zachowań i jak mi się wydaje także w naszym kościele, gdzie jest niewiele miejsc siedzących, nie ma problemu z ustępowaniem miejsca siedzącego temu komu się ono należy. PS. Jeżeli się mylę to bardzo proszę zrobić wszystko, abym się nie mylił.
|
|
|
15 stycznia 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 14 stycznia 2012 00:00 |
|
Spotykam się czasami w kancelarii parafialnej z niezrozumieniem ofiarowania mszy w danej intencji oraz celebracji. Najczęściej wierni proszą o mszę indywidualną tzn. odprawianą tylko przez jednego kapłana gdyż koncelebrę tzn. mszę odprawianą przez kilku kapłanów uważają za coś „gorszego”, mniej skutecznego. Traktują ją jako mszę zbiorową, łączącą wszystkie intencje razem. Otóż pragnę wyjaśnić, że we mszy koncelebrowanej każdy kapłan ofiaruje swoją intencje, mówiąc obrazowo – każdy stojący przy ołtarzu kapłan odprawia swoją mszę świętą, tak jakby odprawiał indywidualnie. Toteż i intencja tej mszy jest taka jaką kapłan aplikuje. Udział każdego kapłana we mszy koncelebrowanej jest taki sam jak przewodniczącego liturgii, chociażby był nim sam papież. Msze święte zbiorowe to takie, w których kapłan sprawuje ofiarę we wszystkich aplikowanych intencjach. Taka sytuacja jest w przypadku mszy nowennowych, gdzie jeden kapłan ofiaruje mszę w różnych intencjach, o które proszą wierni. Innym problemem jest podawanie czy też powtarzanie intencji danej mszy. Otóż aby msza była odprawiona w zamówionej intencji kapłan musi aktem swojej woli, wewnętrznie aplikować intencję. Zewnętrznie czyni to podpisem na odpowiednim dokumencie. Podawanie intencji nie jest wymogiem aplikacji, stosuje się je ze względu na uczestniczących wiernych by i oni mogli usposobić się odpowiednio w modlitwie. Skuteczność mszy nie zależy od tego, ile razy wymieni się w niej np. imię zmarłego tylko od aplikacji kapłana i od udziału wiernych, którzy poprzez pełny udział czyli ofiarowanie Komunii świętej mogą powiększyć dar modlitwy. Wymienianie imienia zmarłego jednokrotne, dwukrotne lub trzykrotne nie ma żadnego wpływu na skuteczność modlitwy. Papież nigdy nie wymienia intencji w jakiej sprawuje mszę a przecież ofiaruje ją w określonej intencji. Mam takie wrażenie, że chcielibyśmy Panu Bogu na sposób ludzki przypominać o czymś – o czym doskonale wie – aby przypadkiem nie zapomniał. Intencja nie potrzebuje reklamy.
|
|
8 stycznia 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 07 stycznia 2012 00:00 |
|
Chrzest jest pierwszym i najważniejszym sakramentem, bez którego nie można przyjąć żadnych innych sakramentów, jest zaczątkiem wiary, jest włączeniem do Kościoła. Dlaczego dzieciom udzielamy sakramentu Chrztu Świętego? Dlatego że nie mogą być pozbawione łaski stania się dzieckiem Bożym, ale w tym pomagają mu rodzice i rodzice chrzestni. Stawiam więc pytanie: czy rodzice, którzy nie rozumieją czym jest chrzest, którzy nie praktykują życia wiarą, którzy lekceważą sakramenty będące źródłem łaski Bożej, którzy żyją jak ludzie niewierzący mogą dawać jakiekolwiek gwarancje pomocy dziecku we wzrastaniu w wierze? Otóż nie! Tacy rodzice potrzebują sami pomocy w odrodzeniu daru wiary, którym wyraźnie pogardzili, żyjąc bez Boga, a więc bez zasad, bez modlitwy, bez sakramentów! Drodzy rodzice! Zanim będziecie prosić o chrzest pomyślcie czy sami jesteście wierzący, czy żyjecie wiarą! Nie proście o coś, co nie jest dla was wartością, lecz tylko zwyczajem bez żadnego wymiaru duchowego. Skoro macie odwagę żyć bez wiary, gardzić wiarą to bądźcie konsekwentni.
|
|