|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
niedziela, 18 lipca 2010 11:00 |
|
W jednej z gazet wyczytałem informację jakoby w USA wszczęto dyskusję na temat, czy w mediach można używać niecenzuralnych słów i od razu poddano w wątpliwość jakikolwiek zakaz gdyż byłoby to pogwałceniem wolności słowa. Językoznawca uniwersytecki zapytany o to odpowiedział jasno: jeżeli wolnością jest naruszanie godności i intymności drugiego człowieka, to rzeczywiście mamy tu do czynienia z ograniczeniem wolności słowa. W naszej kulturze używanie wulgaryzmów jest nieetyczne lub przynajmniej nieeleganckie. Natomiast w moralności katolickiej wulgaryzmy uważamy za grzech, gdyż naruszają one właśnie naszą wolność i obrażają naszą godność. Narażanie zaś dzieci na przejęcie słownictwa wulgarnego jest grzechem demoralizacji, gdyż uczymy je zachowań sprzeciwiających się godności człowieka. Rodzice często narzekają na wpływ mediów, które są bardzo często normotwórcze. I rzeczywiście możemy obserwować wzrost używania wulgaryzmów przez różnego rodzaju twórców, ulegających presji komercji nastawionej na zysk. Gdzież te czasy, kiedy media były wzorem pięknego języka i dobrych przykładów. Znawcy tej dziedziny uważają, że agresja dobrze się sprzedaje, toteż zwiększanie podaży jest czymś oczywistym. I mamy efekt eskalacji wulgaryzmów do tego stopnia, że wielu już nie uważa ich używanie za coś niewłaściwego – wręcz przeciwnie jest to bardzo normalne i nienormalni są ci, którzy ulegają zgorszeniu. Otóż właśnie ja należę do tych nienormalnych. Czy może się ktoś jeszcze do mnie przyłączyć?
|