|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
poniedziałek, 16 sierpnia 2010 20:27 |
|
Dwa tygodnie temu pewien człowiek przyszedł do mnie mocno poirytowany z informacją o nowo otwieranym sklepie z tzw. dopalaczami niedaleko kościoła św. Jadwigi. Rozumiem oburzenie tego pana i zdumiony zacząłem się zastanawiać, któż to z dębiczan pragnie zarabiać na „skromne życie” sprzedając wprawdzie legalnie, lecz nieuczciwie towar, który tak naprawdę jest narkotykiem. Nie wiem, komu w Polsce zależy na tym interesie do tego stopnia, że nie dopuszcza się do zmiany istniejących przepisów, aby uniemożliwić funkcjonowanie tego rodzaju sprzedaży. Słuchałem na ten temat wielu wypowiedzi osób zajmujących się handlem i nie mogłem nadziwić się zakłamaniu, gdy mówili, że to są produkty kolekcjonerskie! Nie słyszałem, żeby mieszanina środków odurzających była powszechnym przedmiotem kolekcjonowania – chyba, że przez osoby korzystające z tych środków. Niedawno pojawiła się informacja o śmierci młodego człowieka właśnie wskutek przedawkowania dopalaczy. Natomiast w programie I PR usłyszałem wypowiedź jakiejś pani, która przedstawiała skład dopalaczy i stwierdziła jednoznacznie, że występują w nich substancje takie same jak w silnych środkach narkotycznych. Tak więc, dopalacze są pierwszym krokiem do sięgnięcia po mocniejsze środki narkotyczne – na szczęście jeszcze w Polsce zakazane. Co zrobić by uchronić młodych, żądnych coraz mocniejszych wrażeń ? Najpierw trzeba im uświadomić zagrożenie ze strony dopalaczy: jest to wstęp prowadzący do uzależnienia a połączony dodatkowo z alkoholem niezwykle groźny dla życia. A po wtóre proponuję zmienić stosowne zapisy poprzez mobilizację posłów: przekażmy im kilka okazów „kolekcjonerskich” i zachęćmy do spróbowania zwłaszcza z alkoholem. Myślę, że po takiej próbie nie będzie już wątpliwości co do legalności rozprowadzania tego rodzaju „uszczęśliwiaczy”.
Ps. Jedno opakowanie w zależności od planowanych „rozkoszy” kosztuje 13-66 zł. To dopiero interes!
|