|
Wpisany przez ks. Dominik Dryja
|
|
poniedziałek, 16 sierpnia 2010 20:29 |
|
Wiele osób pyta mnie o zdanie na temat krzyża postawionego przez harcerzy pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Otóż sprawa tak prosta przybrała nieoczekiwany obrót wskutek braku wyczucia potrzeb społeczeństwa oraz upolitycznienia dramatu smoleńskiego. Oczywistą sprawą było od chwili spontanicznego postawienia tego krzyża, że należy upamiętnić w godny sposób ofiary tragedii właśnie w tym miejscu. Tam jest miejsce pracy prezydenta RP, tam spontanicznie gromadziły się dziesiątki jak nie setki tysięcy Polaków i Polek, tam trwała narodowa modlitwa za wszystkie ofiary, tam oddawano hołd parze prezydenckiej i nic nie stoi na przeszkodzie, aby tam upamiętnić ofiary katastrofy. Rzucone hasło - należy usunąć krzyż oraz opinia konserwatora (zasłona dymna), że tam nie można postawić czegoś takiego - spowodowały zryw w obronie krzyża i dyskusja błyskawicznie rozciągnęła się na wiele aspektów obecności krzyża w przestrzeni publicznej. Doszło do tego, że najwięcej o krzyżu mają do powiedzenie ci, którzy w zasadzie nie powinni publicznie wypowiadać się na temat najdroższego dla chrześcijan znaku zbawienia. Kpiny z krzyża i ludzi uprawiają politycy, publicyści i dzien-nikarze a wszystko to w kraju, w którym wolność odzyskaliśmy właśnie pod znakiem krzyża. Pycha polityczna sprawiła, że pobożni ludzie nazywani są fanatykami a krzyż stał się przedmiotem, który powinien trafić do muzeum jak powiedział mieniący się politykiem, polityk.
|