Zdaniem Proboszcza

W minionym tygodniu odbyły się egzaminy przed bierzmowaniem. Młodzież z klas siódmych musiała wykazać się pewną wiedzą religijną, by móc dalej przygotowywać się do otrzymania bierzmowania. Słuchając odpowiedzi można było ocenić wiedzę tej młodzieży i to raczej pozytywnie. Niemniej jednak wyczuwałem, że ta wiedza jest u wielu osób tylko wyuczona i „doniesiona” na egzamin. Zapewne taki mechanizm działa u wielu uczniów, zwłaszcza w przedmiotach, które ja to się mówi im „nie leżą”. W przypadku wiedzy religijnej chodzi nie tyle o jej jakość ile raczej o stosowanie jej w praktyce. Przykładowo: uczeń zapytany gdzie słyszy słowa „Bierzcie i jedzcie ….” wydawał się być mocno zagubiony w odpowiedzi, co może świadczyć o tym, że niedzielna Msza św. nie jest dla niego czymś bliskim, znanym i lubianym. Rozumienie sakramentów przez młodzież też pozostawia wiele do życzenia. Bardzo często nie praktykują życia sakramentalnego i Komunię św. czy spowiedź traktują okazjonalnie, być może tak jak rodzice. Taka postawa prowadzi do zaniku wiary i młody człowiek już w wieku kiedy ma podjąć odpowiedzialność za drugiego, jest już praktycznym agnostykiem, który zatracił życie duchowe. Rodzi się wiec pytanie: jak Możne być szczęśliwym odrzucając Tego, który jedynie może wypełnić szczęściem pełnym duszę ludzką.

Niemcy już dawno usunęli paradę równości z ateistycznego Berlina a Polacy raz po raz ją organizują. Pytam po co? Co takiego jest w tej paradzie co powinno służyć ludziom? Jaki cel mają organizatorzy tej imprezy i wszyscy, którzy w niej uczestniczą? Z doniesień medialnych wynika właściwie jedno: jest to walka z moralnością chrześcijańską i okazja do wynaturzonych zachowań. Tak się złożyło, że kilka pań, dębiczanek znalazło się w Gdańsku i miało okazję zobaczyć na dworcu przyjeżdżających uczestników parady. Pierwsze co się rzuciło w oczy to wyzywające stroje a drugie to wykonanie tych strojów noszące znamiona profesjonalizmu a więc i znaczne koszty, które raczej nie ponosili uczestnicy. Jak słyszałem, w gdańskiej paradzie wzięło udział sporo obcokrajowców w tym wielu Niemców. Widać w tym całym przedsięwzięciu zaangażowane spore pieniądze - pytanie czyje? Staram się choć trochę zrozumieć „bunt” młodych, przecież co jakiś czas pojawiają się takie wydarzenia chociażby hippisi w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale to co wydarzyło siew Gdańsku, mieście Solidarności przekroczyło wszelkie granice. Parodia religijnej procesji z obrazą Chrystusa i poniżeniem kobiety nie mieści się w mojej głowie i jak sądzę w wielu normalnych głowach. Reakcja polityków i samorządowców była nijaka a pani prezydent biorąc w niej udział, niejako poprowadziła tę procesję osobiście. Owszem, tłumaczyła potem o swojej niewiedzy o tym, że została oszukana, że czuje głęboki dyskomfort i czuje się tym urażona. Pytam to gdzie ta pani ma rozum, czy nie wiedziała czym pachnie taka parada? Niestety, jesteśmy często bezkrytyczni i bierni, czego skutkiem jest obrażanie tego co Najświętsze w wierze katolika. Walka z Kościołem w Polsce trwa i nabiera coraz większego tempa. Niestety demokracja na to pozwala, ale to obywatele są stróżami tego, czemu ta demokracja ma służyć. Czy rozwalaniu zasad moralnych, rodziny, wiary, tradycji czy raczej budowaniu wspólnoty dobrze funkcjonującej w oparciu o humanizm, i ten chrześcijański, gdzie dobrze się czuje i wierzący, i niewierzący, i obcokrajowiec, i człowiek innej rasy, i mniejszości wszelkiego typu bo jest ich wiele.

Słyszę coraz częściej, nawet z ust hierarchii o kryzysie Kościoła i zastanawiam się skąd to się bierze. Kościół nie może przeżywać kryzysu, gdyż wartości, na których się opiera są zaczerpnięte z Biblii a więc z Objawienia Bożego. Prawdy będące w depozycie Kościoła są trwałe i niezmienne. Możemy je przyjmować lub nie i wtedy to my przeżywamy kryzys ducha, gdyż duch ludzki musi oprzeć się na boskim fundamencie, zgodnie ze swoja naturą. Natomiast kryzys dotyczy ludzi będących członkami Kościoła; tych w modnych strojach i tych w koloratkach, którzy odrzucają prawdę i próbują kroczyć swoją drogą, niestety najczęściej grzeszną. Nieco zażenowałem się, gdy usłyszałem, że znani hierarchowie mojego Kościoła dziękują twórcom filmu o pedofilach w sutannach. Pojawiło mi się w głowie bardzo proste pytanie; to dopiero oni musieli biskupom przypomnieć o krzywdzie wyrządzonej człowiekowi? Czy biskupi nie wiedzieli, że z każdym grzechem wiąże się wina i kara adekwatna do winy? Że taki grzech jak pedofilia powinien być szczególnie napiętnowany?  Próbuję to wszystko jakoś zrozumieć i poukładać. Być może tą sytuację spowodowały jakaś bezradność i brak odwagi u niektórych biskupów wywołując słuszny gniew u wielu wiernych. Myślę jednak, że ta cała sytuacja wyjdzie na dobre hierarchii i wreszcie przestaną się bać a poważne krzywdy wyrządzone przez duchownych spotkają się ze stanowczością i odpowiednim potraktowaniem. Duchowni, tak biskupi jak i szeregowi księża muszą pamiętać o odwadze głoszenia prawdy i życia tą samą prawdą. Pedofilia nie ogarnęła wszystkich duchownych, a statystyki mówią o znikomej liczbie, lecz nie można zapominać o słowach „komu więcej dano od tego więcej wymagać będą”, które w szczególny sposób odnoszą się do duchownych. Niechętnym Kościołowi i jego wrogom radzę dać sobie spokój z „oczyszczaniem Kościoła”, gdyż wasze wysiłki wcale nie mają na celu oczyszczanie, gdyż „brudnymi rękami” się nie oczyszcza, a wasz cel jest zupełnie inny, o którym dobrze wiecie. Kościół jest Chrystusa a nie jakiegoś tam papieża czy biskupa i musi, to prawda, dokonać oczyszczenia opierającego się nie tyle na winie i karze, ale na głębokiej odnowie duchowej i wierności Chrystusowi. Kościół próbowano zniszczyć i to na różne sposoby i nie udało się tego dokonać ani intelektualnie, ani mieczem, ani rozdmuchiwanymi skandalami. Świat dzisiejszy uprawia hipokryzję; nie chce moralności, promuje rozwiązłość a jednocześnie próbuje okazać się stróżem moralności i to dalece wysublimowanej. Ale to już było.

„Bogu dzięki, jestem zakonnicą” taka książka wpadła mi w ręce w ostatnim tygodniu. Kilkanaście sióstr w wywiadach prowadzonych przez Małgorzatę Terlikowską opowiada o swoim spełnieniu jako kobiety i katoliczki. Dla wielu droga prowadząca do furty zakonnej nie był łatwa i prosta i dlatego polecam przeczytanie tej dobrej pozycji. Tytuł tej książki podsunął mi pytanie, które kieruję do rodziców dzieci przystępujących dzisiaj do pierwszej Komunii Świętej. Czy możecie szczerze powiedzieć „Bogu dzięki, że jesteśmy rodzicami katolickimi”? Bycie rodzicem katolickim to zdecydowanie więcej niż w innym przypadku. Wiara katolicka stawia na wymagania moralne, które mają kształtować młodego człowieka. Bez wymagań moralnych opartych na Bogu człowiekowi trudno dokonać pełnej oceny swojego postępowania. Zwykle odnosimy się w naszych zachowaniach do obowiązującego prawa, do kultury czy zwyczaju. Musimy jednak pamiętać, że to wszystko z czegoś musiało się wziąć. Dopóki źródłem tego jest obiektywna norma to wszystko jest w porządku, ale coraz częściej do głosu dochodzi norma koniunkturalna, często subiektywna co w konsekwencji prowadzi do zamieszania i zatracenia właściwego systemu moralnego. Katolicyzm niezmiennie bazuje na Objawieniu Bożym zawartym na kartach Biblii a także na naturalnym sumieniu człowieka. Tak więc bycie dobrym rodzicem katolickim to opieranie się nie na swojej normie – mnie  się tak podoba, ale na normach obiektywnych. Bóg ułatwił nam to zadanie, a Kościół, który stanowimy jest dla nas wszystkich, tak świeckich jak i duchownych ostoją Bożych planów. Dlatego często powtarzajmy: Bogu dzięki, że jestem rodzicem katolickim, księdzem czy zakonnicą! I jeszcze jedno - nie zapomnij przeczytać tej książki.

W miniony czwartek, w południe toczyły się rozmowy ze słuchaczami na antenie Polskiego Radia poświęcone wydarzeniu rozklejania wizerunków MB Częstochowskiej z tęczową aureolą przez działaczki LGBT. Wypowiedzi słuchaczy były przeróżne: od wielkiego oburzenia po, nic się nie stało. Wielu próbowało tłumaczyć to wydarzenie a to poparciem papieża Franciszka dla homoseksualistów, a to wyrazem wolności twórczej a jeden z panów znakomicie „obznajomiony w życiu katolika” przytoczył kuriozalny przykład popierający takie działanie zdaniem - jest przecież obraz Pana Jezusa Miłosiernego gdzie z serca wychodzi tęcza! Słuchając tego wszystkiego pomyślałem jak jesteśmy prymitywni w podawaniu argumentów. Najczęściej ich nie mamy, ale chcemy się wykazać zmysłem obywatelskim i wypowiadamy głupoty. Dotyczy to nie tylko anonimowych słuchaczy, lecz także rozmaitych dyskutantów telewizyjnych, radiowych i prasowych znanych z imienia i nazwiska. Postanowiłem więc przedstawić swoje zdanie wobec tego wydarzenia. W amerykańskiej Częstochowie – Doylestown jest muzeum a w nim różne wersje obrazu MB Częstochowskiej, nawet wykonane z przepięknych tęczowych skrzydeł motyli. Wyraz artystyczny nie razi i tęczowa aureola nie jest profanacją. Kontekst rozklejania wizerunków byle gdzie i w określonym celu, bynajmniej nie artystycznym, zmienia narrację i jest ona nie do przyjęcia a wręcz obraźliwa dla katolików. Środowiska LGBT prowokują, by wprowadzać zamęt również w pojęciu wiary, próbując wykorzystywać chociażby normalne działania papieża dla podparcia swoich oczekiwań. Ciągłe przypominanie też o księżach pedofilach prowadzi do jednego celu: pedofil to ksiądz i w ten sposób niszczy się wiarę i Kościół. Grzechy duchownych dotyczących pedofilii są grzechem bardzo ciężkim i podlegają takiej samej procedurze jak każdy grzech ciężki, wymagają wynagrodzenia a dodatkową karą za udowodnione przestępstwo jest nawet wykluczenie ze stanu duchownego. Obok tego są kary przewidywane przez prawo karne. Jeżeli to jest za mało „środowiskom wolności seksualnej” to niech wystąpią do sądów o ścinanie głowy pedofilom duchownym a innym pedofilom o darowanie kary i prawną ochronę.